Redaktorzy stron umieszczonych w naszym serwisie są żywotnie zainteresowani sprzedaniem linków tekstowych i zarabianiem na stronie. Logiczne. Niesprzedane linki oznaczają brak dochodów. Na co jednak warto zwrócić uwagę?
Jak już zapewne niektórzy się orientują w serwisie LinkLift odróżniamy linki redakcyjne od linków sponsorowanych. W tym przypadku szkopół tkwi w szczególe, który to szczegół ma spore znaczenie dla reklamodawców. Otóż chętniej kupują oni takie linki, które są wkomponowane w treść strony i nie sugerują od razu sprzedanej powierzchni reklamowej. Co za tym idzie punktowane są zgrabne blogowe nagłówki typu „Rekomendacje”, „Zobacz także” , „Polecam” czy „Ciekawe strony”. Można oczywiście wymyśleć mnóstwo innych tego typu wyrazów, tworzyć neologizmy i przeróżne kreatywne zbitki słowne. Zostaną one u nas zakwalifikowane jako linki redakcyjne, co pozytywnie wpłynie na ich sprzedaż!
Kolejną sprawą jest umieszczanie nazwy LinkLiftu w miejscach, w których chcemy sprzedać linki. Nagłówki typu „Linki tekstowe z LinkLiftu” tudzież umieszczenie linku naszego programu partnerskiego w miejscu linków reklamowych to najlepsza metoda odstraszenia reklamodawcy. Prawda, jest to także po części reklama dla LinkLiftu, niestety reklamodawcy nie są zachwyceni, gdy ich linki tekstowe są ewidentnie kojarzone z kupioną reklamą. W konsekwecji więc takie działanie może przynieść odwrotny efekt od zamierzonego. Nie mamy w tym miejscu zamiaru narzucania nikomu sposóbu kształtowania strony. Każdy autor strony ma w tym temacie pełną swobodę działania.
